Dziecko

Strona główna » Dziecko

Niedawno w galerii spotkałam dawno niewidzianą koleżankę, z którą kontakt urwał mi się wieki temu. Okazało się, że jest w zaawansowanej ciąży. Nie, 500 plus nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu poczuła "ostatni dzwonek". Wcześniej robiła karierę. Teraz z jednej strony jest szczęśliwa, a z drugiej żałuje, że tak późno się zdecydowała, bo w tym wieku jest to niebywale męczące. Poza tym martwiła się o dziecko, bo statystycznie rzecz ujmując podobno czym bliżej czterdziestki rodzi się pierwsze, tym bardziej wzrasta ryzyko chorób dziecka no i mamie nie jest tak łatwo zrzucić dodatkowe kilogramy. A przytyła... naprawdę sporo. Strasznie boli ją też kręgosłup, więc bała się o noszenie dziecka i później - o bieganie za nim, uczenie jazdy na rowerze, itd. Nie poszła też za przykładem wielu młodszych koleżanek i nie wzięła wolnego. Postanowiła mimo wszystko pracować do ostatniego dnia, bo jak się już tę karierę zrobiło, to nie chce się rezygnować z trudem zdobytego stanowiska. Na szczęście wszystkie badania wskazywały na to, że dzieciątko jest zdrowe. Poszłyśmy na pogaduchy do cukierni, pogadałyśmy, zjadłam tyle ciasta ile zwykle w święta po usilnych namowach matki. Tym razem, po jej namowach, "dla towarzystwa". Ona zjadła więcej, mimo moich namów, żeby uważała na cukier. Najwyraźniej nie mam daru przekonywania, albo bo nie mogła się powstrzymać. Wymieniłyśmy się przy okazji telefonami. No i zadzwoniła dziś z dobrą wiadomością, że w końcu urodziła ślicznego, acz dużego chłopaka :) Zresztą rzeczywiście pojechała na porodówkę prosto z pracy :) I urodziła hiper szybko. Może to jest patent na krótkie porody - aktywność do ostatniej chwili :) Jest bardzo szczęśliwa, że urodziła w październiku, bo termin miała na 2 listopada, a bardzo nie chciała urodzić dziecka tego dnia, czemu się wcale nie dziwię. Pierwszego listopada też nie. Umówiłyśmy się na wizytę na 5 listopada. No i tak się zastanawiam co kupić, bo przecież nie pójdę z pustą ręką. Z tego co wiem, ciuszków nakupiła bardzo dużo (zresztą inne koleżanki pewnie jeszcze doniosą), pokój dziecinny ma urządzony. Myślałam o jakimś fajnym lampionie albo pościeli dla dzieci. To zawsze będzie na dłużej niż ciuszki, a kilka zmian na pewno się przyda.

Śmiesznie tak, bo jednocześnie ciesząc się z narodzin dziecka, jest przerażona tym, że niewiele schudła. Myślała, że jak dzidzia już wyjdzie, to pozostanie jej niemal płaski brzuszek, a tu zonk ;) Już się umówiłyśmy na wspólne ćwiczenia, choć oczywiście musi trochę czasu upłynąć, żeby mogła podjąć jakiś wysiłek. W końcu będę miała z kim ćwiczyć. A że uparta i zdeterminowana z niej babka, więc powinno być konsekwentnie.